Operacja

Autor: Marcin Makowski, Gatunek: Proza, Dodano: 31 października 2011, 21:38:54

Rok temu nasza działalność zaczęła przynosić pożądany efekt. Obsługujemy już wszystkie bogatsze osiedla w tym mieście. Musieliśmy zatrudnić dwóch pracowników z samochodami.

 

Biznes jest prosty.  Zarabiamy na lenistwie. Robimy za ciebie zakupy, gdy nie masz na to czasu. Jeżeli nie chcesz zastanawiać się gdzie jest taniej, zapewniamy najniższą cenę w mieście. Zależy ci na jakości? Mamy konsultantów, którzy zdecydują, co dla ciebie najlepsze. Dowozimy jedzenie, odzież, sprzęt rtv i agd. Pełna obsługa, gwarancja, jakość i inne hasła. Masz problemy? Składamy za ciebie reklamacje, negocjujemy mniejsze stawki, wzywamy najlepszych fachowców.

 

Dla nas zostaje niewielki procent z wydanej kwoty. Korzystamy na zakupach hurtowych, rabatach oraz programach lojalnościowych. Zbieramy punkty premium, kupujemy trzy w cenie dwóch.

 

Podjeżdżam na parking przy Armi Krajowej 12. Klient z pod trójki zamówił dzisiaj dwa litry soku pomarańczowego, mrożone pierogi, ser w plastrach, konserwy, jajka, herbatę, słodycze. Ze schowka w samochodzie wyciągam listę klientów. Każdy z nich ma przypisany numer środka oraz dawkę. Wyjmuję strzykawkę z igłą, wbijam w ampułkę numer siedem i nabieram pięć mililitrów roztworu. Całość wstrzykuję w karton z sokiem i delikatnie mieszam.

Z zakupów za trzydzieści złotych zostanie dla mnie jakieś pięć złotych. W tym tygodniu pracowałem siedemdziesiąt pięć godzin, a jest dopiero piątek. Gdybym nie wiedział, że nigdy nie chodziło nam o pieniądze, pewnie wybuchłbym teraz płaczem.

 

Przeciwieństwem Blitzkriegu jest Głęboka operacja.

 

Zarobki przeznaczamy na zakup narkotyków o wyspecjalizowanym działaniu. Produkujemy też własne mieszanki. Dodajemy je potem do twojego jedzenia. Roztwory kwasów i zasad nasączają pożywienie. Jeżeli chcesz mieć rano świeże pieczywo, to nie ma problemu. Otrzymasz chleb z psylocybiną, ciasteczka z marihuaną. To zupełnie nowe spojrzenie na uzależnianie konsumenta od firmy i potrzeba do tego dużej precyzji.

 

Kiedy jestem w połowie drogi do domu Marek dzwoni do mnie i mówi, że coś jest nie tak z kolesiem na Armii Krajowej 12/3. Co jakiś czas zakładamy podsłuch i monitoring naszym klientom. Mogę powiedzieć, że robimy to w trosce o ich bezpieczeństwo i nie będzie to wyświechtany slogan. Niektórzy mają nadciśnienie, problemy z sercem, depresję. Ci z sercem nie powinni otrzymywać mieszanek zasad. Odpadają pochodne kokainy, amfetaminy, efedryny. Jeżeli ktoś ma depresję, nie podajemy kwasów, unikamy dużych dawek THC. Ostatnio jednak miałem spory bałagan w papierach.

 

Zawracam na najbliższym skrzyżowaniu i modlę się, aby była to tylko częściowa zapaść. Znalezienie kluczy wejściowych do mieszkania na Armii Krajowej zajmuje mi trochę czasu. W środku zastaję trzydziestolatka na podłodze. Ma dreszcze, skręca się i oddycha jak ryba wyjęta z wody.

 

Układam go na plecach i podaję tlen. Mam jeszcze kroplówkę do wyrównania poziomu płynów, kilka leków na krążenie. Na tym kończą się moje medyczne zdolności. Moje serce zaczyna łomotać jak oszalałe, kiedy uświadamiam sobie, że jedynkę z adresu mogłem zapisać jako siódemkę i odwrotnie. Przez moment klient zupełnie nie reaguje na moje działania i zastanawiam się czy to już koniec.

 

 Nie przejmuję się odpowiedzialnością, więzieniem. Martwi mnie inna strata. Prawdę mówiąc, myślę o tych wszystkich pięknych kobietach, które wzywały mnie ponownie pod pretekstem zakupów, gdy tylko spożyły dietetyczny obiad z domieszką MDMA. Fast food dla odchudzających się, to był mój pomysł. Dosypywanie extasy również. Mąż jednej z nich z radością otwierał mi drzwi czekając na swoją porcję ciasteczek. Prawdziwy altruista, dzielił się nawet żoną.

 

Kiedyś często wchodziliśmy do domów i spędzaliśmy całe dnie z naszymi klientami. To było prawdziwe public relations. Jadaliśmy razem obiady, oglądaliśmy wspólnie filmy. Z początku po prostu sprawdzaliśmy, jak reagują na dosypane proszki, zapobiegaliśmy atakom paniki i niepotrzebnym telefonom na pogotowie.

 

Teraz częściej monitorujemy zdalnie. Mimo to stajemy się wspólnym organizmem. Powoli wpływmy na twoje życiowe wybory. Kierujemy cię na studia i do pracy, podpowiadamy poglądy polityczne, wypełniamy twoje zeznania podatkowe i przeznaczamy jeden procent na naszą organizację.

Teraz szykowaliśmy się do tworzenia nowych komórek. Sekcja informatyczna. Kontakt z mediami. Sekcja prawna.  Sztab kryzysowy.

 

Wygląda na to, że sztab kryzysowy powstał jako pierwszy i stałem się jego przedstawicielem. Drżenie mięśniowe klienta ustaje, a oddech wyrównuje się. Moje emocje opadają momentalnie. Rozglądam się i zastanawiam gdzie Marek zamontował kamerę. To może być ten wazon w dziwne wzory albo niepozorny, pluszowy miś.

 

Ogarnia mnie błogi spokój. Teraz wystarczy już tylko odpowiednio poprowadzić rozmowę, poczęstować go nieco innym zestawem roztworów, po których wszystko zapomni. A skoro już tu jestem, to może odwiedzę klientkę spod dwójki.

Komentarze (2)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się