Zakazane piosenki

Autor: Marcin Makowski, Gatunek: Proza, Dodano: 03 sierpnia 2011, 02:31:24

- To będą tematy, na które nie będziemy rozmawiać - mówi Weronika i rozwiesza arkusz białego papieru na ścianie pokoju. - albo trudne tematy, takie niepewne grunty, rozumiesz?
Czerwonym markerem, to jest tym, który ma oznaczać absolutny zakaz, wypisuje słowa takie jak: dzieciństwo, rodzice, moje ciało. Dalej pomarańczowym markerem, znaki ostrzegawcze: prowadzenie pod wpływem alkoholu, uszkodzenie ciała, inni mężczyźni. Mam wrażenie, że brakuje tu tylko paragrafów. Kuca przysiadając na piętach i na zmianę czerwonym i pomarańczowym dopisuje kolejne słowa, coraz to mniejszymi literami. Niektórych liter nie jestem w stanie zupełnie rozczytać. Pewnie dowiem się tego w swoim czasie, taki paragraf - niespodzianka.

- To ma znaczenie, rozumiesz? Przeszłość, wszystko się kojarzy i emocje, rozumiesz?

Kiwam głową, że tak, że rozumiem, przeszłość, że wszystko się kojarzy. Przecież nie chcemy niepotrzebnych skojarzeń, wspomnień z odległych czasów. Właśnie po to je zapisujemy teraz, żeby nie musieć o nich pamiętać. Będą sobie spokojnie czekać, gotowe do użycia w razie potrzeby.
Drugi arkusz, to ten na rzeczy, których nie będziemy robić razem. Trzeci to te, których nawet sam robić nie mogę. Czwarty - na to co muszę, potem dress code, później przestaję przyswajać i po prostu wychodzę zrobić sobie kawę. Gdy wracam wszystkie ściany zapisane. Pewnie to kiedyś przeczytam, tak jak Prousta albo encyklopedie Oksfordu.

Weronika zdmuchuje kosmyk włosów z przepoconego czoła, z dumą rozgląda się po pokoju i mówi
- Mogłam rozwiesić te po poprzednim, ale rozumiesz.

Jasne, rozumiem. Zastanawiam się tylko, czy chodziło o tego, który dosypał jej czegoś do drinka, czy tego z tatuażem na dłoni. Kwestia rąk jest zresztą wyszczególniona w zupełnie innym miejscu. Czytam, że muszę dokładnie golić całe dłonie i przedramiona.

- Bo wiesz, ojciec, całe takie miał włochate i jak przychodził wieczorami, to wiesz, rozumiesz?


Tak, rozumiem, nie przychodzić wieczorami. Wszystko jasne, czemu nie, myślę sobie obserwując jak Weronika powoli zdejmuje z siebie kolejne części ubrania - żeby nie było niejasności, to powinieneś robić to właśnie w takim tempie. Może być jeszcze wolniej, jeżeli chcesz, ale mi wystarczy tak.
Rozbiera się do końca i podaje mi niebieski marker - Nie dam rady na plecach - tłumaczy. Po kolei zaznaczam kręgami, linię poniżej barków, środek pleców, drobne rejony. Weronika odwraca się i napinając fragmenty skóry nanosi jak chirurg następne demarkacje. Mówi, że jeżeli chodzi o nacisk, siłę, to wszystko mi to wytłumaczy, żeby nie było niejasności, już w trakcie, to jest między dwunastą a szesnastą, jak już zaczniemy. To najmilsze godziny, wtedy mogę nawet dotykać rejonów pomalowanych na pomarańczowo.

Nie wolno mi też używać gum do żucia, ani mocnych miętowych past do zębów - Wiesz, Sebastian - tak, wiem, Sebastian. Miły facet, zawsze z odświeżaczem. Jemu zawdzięczam ręce pokreślone na czerwono. Imię Sebastian i parę innych widnieje oczywiście na liście tematów zakazanych. Z ulgą odnotowują tam brak mojego imienia.

Przez najbliższy tydzień oswajam się z każdą granicą. Pilnuję się w myślach, mowie, uczynkach i zaniedbaniach. Dbam o moje happy hours przed szesnastą. Jest coś ekscytującego w każdej barierze, której trzeba się pilnować, w skupieniu jakie należy temu poświęcać. Wszystkie arkusze i kolory znam na pamięć. Zielone i niebieskie możliwości, w każdy sposób zostały już wykorzystane. Nie było zresztą tego zbyt wiele. Nie przestaję myśleć o reszcie, zwłaszcza o tej czerwonej, która rzuca mi się w oczy coraz częściej. Korci mnie aby pozamieniać kolory, przepisać zupełnie na odwrót. Na razie jednak skupiam się na pustym miejscu w rogu pokoju. Zawieszam tam niewielką kartkę i zaczynam zapisywać czarnym markerem: większe piersi, uprawia seks oralny, nieuszkodzona.
Większość to przymiotniki. Zastanawiam się nad tytułem tej listy. Jeszcze nie wiem do końca, ale to byłoby coś w stylu: Odejdę gdy spotkam kogoś kto…...

Tak, żeby nie było niejasności.

Komentarze (7)

  • Całkiem, całkiem. Godne rozbudowy. Pozdrawiam!

  • Tylko ta dziewczyna jakoś wybitnie zmasakrowana parszywym życiem. Ile nieszczęść może zdarzyć się jednemu człowiekowi? No chyba, że ma problem ze sobą lub ja mam nader optymistyczne podejście do życia.
    Gdyby jej życiorys złagodzić trochę byłoby chyba bardziej wiarygodnie.

  • A wiarygodne niestety nie jest. I fantastyka to też nie jest. Skończyć się powinno na tym, że facet wychodzi po kawę i nie wraca.

  • Pani Wando, to nie zawsze jest takie proste. Nawet dla mężczyzny, tak myślę. Na pewno czuje się odpowiedzialny za tę poharataną ( nie jestem pewna czy przez samo h, jakby co, to przepraszam ) istotę, więc wyjść po kawę i jej nie dostarczyć? Kolejne skrzywienie życiowe by tej kobiecinie zafundował. Tkwienie w takiej utopii akurat uznaję za najbardziej wiarygodną część tego opowiadania.

  • oi - nice one

  • wszyscy o tych pocharatanych kobietach....charatanie też nie jest sprawą łatwą...to jest ciężka praca....

  • Czyli jednak przez ch:)
    Dziękuję. W miejscu, w którym przebywam nie ma słownika ortograficznego.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się